Siedzę na niewygodnym krześle w szpitalu i czekam aż mnie zawołają. Boję się i myślę o tym co wykaże badanie. Mama zabrała mnie tu, gdyż od niedawna cierpię na bóle głowy, a czasami wymiotuję. Dzisiaj rano nie bałam się, ale jak tu już przyszłyśmy poczułam dreszcze i motyle w brzuchu.
- Josephine Cantrell ! Zapraszam do gabinetu !- usłyszałam swoje nazwisko, to pielęgniarka wzywała mnie na badanie.
- Jose, trzymam kciuki. Będzie dobrze.- mama mnie pocieszyła, a ja na to lekko się uśmiechnęłam.
Weszłam do miejsca, gdzie mieli mi zrobić tomografię komputerową. Był to niebiesko-zielony pokoik.
- Dzień dobry Josephine, musisz zdjąć wszystkie metalowe rzeczy, gdyż mogą one spowodować że wynik badania będzie nieprawidłowy- nakazał mi lekarz, po czym wykonałam tą czynność.
- Trochę się boję- odparłam.
- Nie martw się, to nie boli- odparł miłym tonem mężczyzna.
Położyłam się na łóżku, które częściowo wjeżdżało do specjalnej tuby. Zamknęłam oczy, i myślałam o Egipcie. Zawsze interesowałam się historią tego państwa i marzyłam o podróży w tamte strony.Kąpanie się w morzu śródziemnym, zwiedzanie piramid i opalanie się na gorącej plaży. Myślenie o tym zawsze poprawiało mi humor. Dlatego od roku zaczęłam oszczędzać, aby z Natalie wyjechać w podróż życia.
Nagle usłyszałam głośnie pikanie, które wyrwało mnie z rozmyślań. Oznaczało ono koniec badania.
- Dobrze, wyniki będą za tydzień. Swoje rzeczy możesz odebrać u pielęgniarki.- poczułam ulgę i poszłam po swoje rzeczy.
Opuściłam salę i pożegnałam się z lekarzem. Nie było w tym badaniu nic strasznego, a jednak bałam się.
- I jak Jose, dobrze było ??- zapytała mnie moja matka z ciekawości.
- Nie tak strasznie, wyniki będą za 7 dni.- odparłam.
Poszłyśmy do szatni, ubrałyśmy swoje kurtki i wyszłyśmy ze szpitala. Obawiałam się tego co wykaże badanie, ale byłam pewna że wszystko będzie okay.
Tydzień później
Rozległ się dźwięk telefonu, moja mama poszła szybko odebrać, a ja zeszłam na dół wiedząc że to ze szpitala.
- Dobrze, przyjdziemy o 15.00, do widzenia.- zakończyła rozmowę moja rodzicielka.
Myślałam że wyniki przyjdą pocztą, nie wiedziałam że będę musiała je odbierać na miejscu.
- Mamo, dzwonili ze szpitala ??- zapytałam.
- Tak, mamy przyjść na 15.00, lekarz chce jeszcze z nami porozmawiać.
Jak to porozmawiać, czyli coś mi jest ?! Jestem chora?? Zadawałam sobie te pytania w myślach, ale odpowiedź znał tylko doktor.
Poszłam do łazienki, umyłam się i ubrałam TO. Zjadłam obiad i mogłyśmy wychodzić z matką do szpitala.
Jechałyśmy 20 minut i byłyśmy na miejscu. Skierowałyśmy się do szatni, aby ściągnąć kurtki. Skierowałyśmy się w stronę gabinetu, zapukałam lekko w drzwi, usłyszałam głośne proszę i weszłyśmy.
- Dzień dobry, bardzo dobrze że przyszły panie.- powitał nas lekarz.
- Witam, czy mogłabym się dowiedzieć co wykazało badanie ??- zapytałam z niecierpliwością.
- Otóż, w sprawie badania nie mam zbyt dobrych wiadomości.- po tych słowach, zamarłam. Czyli jednak jestem chora. Nie chcę umierać. Nie chcę.
- Proszę mi powiedzieć, co mi jest. Proszę!- krzyknęłam, chciałam się jak najszybciej dowiedzieć co mi dolega i czy umrę.
- Niestety ma pani guza mózgu, na razie nie jest duży, ale może szybko rosnąć. Można go usunąć za pomocą operacji.- poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Nie chciałam tracić życia, ale nie chciałam też operacji. Kilka lat temu moja babcia miała operację, ale niestety przez błąd lekarzy umarła. Od tamtej pory bałam się operacji i wszelkiego tego typu zabiegów.
- Nie chcę tej operacji- powiedziałam stanowczo.
Poczułam na sobie spojrzenia matki i lekarza. Byli zdziwieni że nie chcę tego zrobić, przecież każdy chciałby uratować swoje życia, owszem ja również ale to działo się za szybko. Moje idealne życie i marzenia miały być zniszczone przez jakiegoś głupiego guza. Wiedziałam że tą decyzją zmartwię moją rodzinę i Natalie. Ale, no właśnie było to cholerne ale.
-Ałaa, boli, strasznie boli.- zawołała moja ciężarna matka.
- Mamo co się dzieje ?!- krzyknęłam z przerażenia.
- Boli mnie brzuch, krwawię ! - i właśnie wiedziałam co się stało, przez to że nie zgodziłam się na operację, zdenerwowałam matkę która ze stresu poroniła.
- Proszę wyjść, zabieramy twoją matkę na salę operacyjną.- powiedzieli lekarze, którzy wbiegli do sali.
- Ale, ale.. - zaniemówiłam, nie wiedziałam co powiedzieć.
Zadzwoniłam do ojca, i powiedziałam co się stało, on nic nie mówił i rozłączył się.
15 minut później, pojawił się w szpitalu. Nie odzywał się. To wszystko to była moja wina. Moja i tylko moja.
__________________________________________________________
No to mamy już prolog. Podoba wam się ??
Mam nadzieję że nie jest źle. Nie długo 1 rozdział.
I pamiętajcie :
CZYTASZ= KOMENTUJESZ :)
Hej,
OdpowiedzUsuńjak na razie fajnie się zaczyna, tylko mogłabyś 'wyraźniej' opisywać uczucia bohaterki i niektóre zdarzenia. Ale to ja :)
I tak mi się podoba.
Nie zniechęcaj się i pisz dalej :D
Mam też prośbę. Poszperaj w ustawieniach i wyłącz to okienko, które wyskakuje podczas dodawania komentarzy. To naprawdę umili życie:)
Przy okazji zapraszam do mnie
http://wish-you-were-here1.blogspot.com/
Miło byłoby gdybyś pozostawiła opinie :D
Pozdrawiam i życzę weny
Dzięki za dobrą radę :)
UsuńChętnie wpadnę i poczytam :)
Bardzo mi się podoba twój blog i to w jaki sposób piszesz posty :) .
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie
http://cysia-cysia.blogspot.com/
Jeju mega wciąga i ogólnie fajny pomysł !
OdpowiedzUsuńObserwujemy ?
The-friends-diaries.blogspot.com